PODSUMOWANIE całej wyprawy

Świat jest piękny, a ludzie mili! Wyprawa tylko mnie w tym utwierdziła. Przez cały czas trwania nie spotkało mnie nic złego, nie miałam żadnej nieprzyjemnej sytuacji, a jeśli niespodzianki to tylko miłe.

Trasę zrobiłam szybciej niż myślałam, a brakiem zmęczenia zaskoczyłam nawet siebie. xD Nauczyłam się jeździć w kasku, prosić o pomoc i dowiedziałam wielu ciekawych rzeczy o Skandynawii „od kuchni”.

Tylko 7 noclegów spędziłam w namiocie, 7 miałam już wcześniej umówionych (dziękuję wszystkim, którzy przyjęli mnie pod swój dach :), w tym 3 przez warmshowers – naprawdę fajny portal). Ale to reszta była dla mnie totalną niespodzianką: tego, że 16 noclegów będę miała u obcych ludzi, w domach, śpiąc w łóżku, z prysznicem, często śniadaniem i innymi dodatkami – tego nie mogłam sobie zaplanować. Pozostałe 11 nocy spędziłam w różnego rodzaju budynkach gospodarczych, co także było bardzo miłe. Najlepszą częścią tego wszystkiego był kontakt z ludźmi, rozmowy (po całym dniu samotnej jazdy bardzo doceniałam nawet pogadanie o pogodzie ;)

Poznałam przez to wielu interesujących ludzi, mogłam zobaczyć jak naprawdę żyją Skandynawowie.

 

Ostrzegano mnie przed komarami i deszczami. Tych pierwszych praktycznie uniknęłam przez to, że nie rozbijałam namiotu, tylko spałam „po ludziach”. Jeśli chodzi o pogodę, to znów miałam szczęście tylko 11 dni miałam deszczowych, w tym 5 takich, że cały czas padało. Jeden raz miałam burzę, bardzo porządną, którą spędziłam w pięknym domu w towarzystwie 2 chłopaków (1,5 -rocznych ;).

Ale poza tym miałam dużo słońca i wiatru (przeważnie utrudniającego jazdę, ale to co przychodzi bez wysiłku nie daje takiej satysfakcji ;). Jednym zdaniem:

POGODĘ MIAŁAM CUDOWNĄ jak na zamówienie.

 

Mój wspaniały rower UNIBIKE VIPER (dla znajomych Vipek ;) spisał się lepiej niż myślałam. Dopiero po przejechaniu 4 tysięcy km zauważyłam, że tylną oponę mam prawie łysą, toteż zamieniłam wtedy opony i bardziej zużytą dałam na przód. Poszły mi 2 dętki po przejechaniu ponad 5 tys. km, więc miał do tego prawo – w Gdańsku potrafię mieć kilka dętek w 1 tygodniu ;) Poza tym jedyne co robiłam przy rowerze to dopompowywanie kół (niekoniecznie robiłam to osobiście ;) i czyszczenie, smarowanie łańcucha. To był w 100% dobry zakup i mam nadzieję posłuży mi jeszcze na niejedną wyprawę.

 

Bardzo się cieszę, że pojechałam na tą wyprawę. Okazuje się, że naprawdę chcieć znaczy móc :) Przy nie takim wielkim nakładzie finansowym  i trochę większym czasowym zwiedziłam 7 państw, przeżyłam przygody, o których nawet nie śniłam i zobaczyłam to, co chciałam i przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. Dziękuję!

Jeszcze nie wiem kiedy będzie następny wyjazd rowerowy, ale na pewno będzie. Ktoś chętny*? ;P

To jeden z ostatnich wpisów. Na pewno będę robiła pokaz slajdów na Politechnice, więc trochę wcześniej zamieszczę tu dokładniejsze informacje gdzie i kiedy.

*Uwaga! To uzależnia.

Wszędzie dobrze…

ale w domu najlepiej ;)

W Dani było super, a Tivoli wymiata! Ale mimo wszystko fajnie wrócić do siebie.

Już od soboty jestem w Polsce, ale od wczoraj w Mąkach. Mój powrót z Kopenhagi trwał 28 h (2 pociągi duńskie, prom i 3 pociągi polskie ;) , ale najważniejsze, że bezpiecznie i do celu :)

Powitanie było niespodzianką, obustronną ;)

Dziękuję, Ciociu za to arcydzieło sztuki kulinarnej!

 

The end is just the beginning :)

A dzien dobry bardzo! Coz za piekny swiat dookola :)

Podsumowanie Szwecji:

troche potraktowalam ja po macoszemu (dlatego bede musiala tam wrocic ;)

jechalam przez nia tylko 3 dni, zrobilam 397km i ok. 100 km zostalam podwieziona. Srednio robilam 132 km dziennie.

Pogoda byla najtragiczniejsza ze wszystkich panstw do tej pory (ale zepsula sie dopiero 2 dni przed moim przyjazdem, bo wczesniej byly upaly… moze to i lepiej dla mnie ;) strasznie zmienna: ciezkie krople zimnego deszczu, a potem upalne slonce (jak mi sie nie chcialo zdejmowac plaszcza przeciwdeszczowego to mialam mini saune ;), ale ludzie przebili wszystko – przemila pani w informaji turystycznej dala mi mape rowerowa dokladnie taka jakiej potrzebowalam, gdy w sklepie zabraklo mi 5kr w gotowce i mowie do pani ze tylko skocze do roweru po krate to Pani sie usmiechnela i zrobila jakies czary-mary w kasie i powiedziala ze juz ok, ze moge isc i zyczy mi milego dnia (a najlepsze jest to ze to nie byl maly prywatny sklepik tylko sieciowka; wyobrazacie sobie cos takiego w Polsce?) , w ogole wszyscy zyczyli mi udanej podrozy, bardzo to bylo sympatyczne :)

No i najwiecej strat tu mialam: 2 detki i sandaly. Ale i tak bylo super!

 

Dokladne podsumowanie calosci napisze juz z domu, ale teraz tak tylko ogolnie:

zrobilam 5836 km rowerem (i ok 200 km samochodami, wiec w sumie byloby 6 tysiecy , ale nie traktuje tego jak ujmy na honorze i nie zaluje ani kilometra :) zajelo mi to 41 dni (miesiac i 10 dni :) i wyprawa przeszla moje najsmielsze oczekiwania, co do przygod, spotkanych ludzi i niezapomnianych widokow.

Ha ha ha KØBENHAVN :)

Cala zdrowa i szczesliwa dotralam do mety mojej wycieczki.

Co prawda Szwecja dzialala na mnie troche destrukcyjnie> poszly mi 2 detki *raz przod raz tyl( i dzis rozwalily mi sie sandaly, ale generalnie wyprawa bezawaryjna i bardzo bardzo udana.

Wiecej podsumowania napisze pozniej. :)

Göteborg (SWE)

No i jestem w Szwecji. Od wczoraj, ale dzis pierwszy caly dzien jazdy.

W pewnej chwili to myslalam ze do Szkocji skoczylam, bo pogoda zmieniala sie co 15 minut: deszcz, potem troche slonca, potem smazylo, potem znowu pada…

No i dzis mialam pierwsza detke! A juz myslalam , ze bez awarii dojade do konca. Niestety mam juz mocno zmeczone opony ;)

Teraz na noclegu (znow z warmshowers) dowiedzialam sie ze wybralam najgorsza droge do Göteborga, bo ominelam najladniejsze czesci. A i ja bylam bardzo niezadowolona, bo nie mialam zadnych widoczkow , a potem w ogole nie mialam jak jechac, bo byly drogi ekspresowe. Cale szczescie znalezli sie ludzie , ktorzy chcieli mnie podwiezc. Bardzo zabawnie bylo w samochodzie, bo ludzie byli z Gospel i sobie spiewali i byli radosni i bardzo dobrze, bo mi sie to udzielilo (chociaz chwile wczesniej wcale nie skakalam z radosci).

Coraz blizej Danii… :)

Norwegia podsumowanie

W Norwegii spedzilam 21 dni i przez ten czas przejechalam 2760 km.

Mialam jeden dzien przerwy w Oslo i wtedy 0 km na rowerze, ale minimalna ilosc przejechanych km to 114. Maksymalna 192km. Srednio robilam 138 dziennie.

Rower byl przez cala Norwegie bezawaryjny, pogoda dobra, chociaz troche padalo. Ludzie rewelacyjni. Generalnie bardzo bardzo pozytywnie.

Oslo (NOR :)

Ostatnio krucho bylo z dostepem do internetu, ale teraz jestem u znajomych wiec na spokojnie :)

Droga od Trondheim byla raczej… nudna ;) Widoki dalej malownicze, ale juz nie zapierajace tchu w piersiach. Moze i dobrze bo od tych ciaglych ‚ochow’ i ‚achow’ jeszcze bym sie zapowietrzyla. Teraz krajobrazy bardziej w klimacie ‚wsi spokojnej, wsi wesolej’.

Wczoraj juz pokonalam 5 tysiac mojej wyprawy. Juz glowna czesc wyprawyza mna, to co najladniejsze  raczej widzialam, ale jeszcze troszke mam do przejechania.

Jesli chodzi o noclegi – nie rozbilam przez Norwegie ani razu namiotu ;)

Pogoda: czasem slonce, czasem deszcz. Ale calkiem przyjemnie.

Tuska, wstawiaj wode na herbate! Jeszcze moze nie doslownie, ale jakies 5-6 dni i bedziesz miala goscia :D

Trondheim (NOR)

Dziekuje dziekuje dziekuje!

 

Dzisiajszy dzien jest dniem cudow jak nic.

Okolo 8 rano dojechalam do miasta Steikjer. I zaczely sie schody, bo a glownej drodze,ktora do tej pory jechalam pojawil sie zakaz jazdy rowerem. No to szukalam jakies sciezki w okolicy,ale nic nie moglam znalezc, poza tym sobota,8 rano – sklepy pozamykane, brak ludzi w promieniu kilometra. Az w koncu znalazlam jakas pani na zapleczu sklepu, ona probowala mi wytluamczyc jak mam jechac, ale zanim to zrobila pojawil sie dostawca pieczywa, ktory zapropoowal ze mnie podwiezie do miasteczka, od ktorego jest piekna droga rowerowa. Pewnie ze sie zgodzilam- wczoraj zaszlalam z kilometrami, wiec dzis pozwolilam sobie na odrobine lenistwa ;)

Po drodze pogadalismy troche i okazalo sie ze Pan jest piekarzem i wstaje o 1 w nocy zeby robic chleb… a ja myslalam ze jestem rannym ptaszkiem bo wstaje o 4 ;)

No i podwiozl mnie pod sama sciezke, wytlumaczyl jak dalej jechac,no bardzo byl mily. Sciezka dalej naprawde komfortowa, prawie pusta ( a obok zatloczona samochodami ulica). Ale za jakas chwile jakis samochod na mnie trabi. ‚ No o co chodzi? Przeciez jestem na sciezce,to co kierowcom do mnie?’ mysle sobie. A tu totalna niespodzianka: Pan Piekarz specjalnie dogonil mnie samochodem zeby dac mi chleb i bulki ( duuuzo tego bylo). Uwierzycie? Bo ja gdybym tego nie przezyla to pewnie uznalabym ze ktos mabardzo bujna wyobraznie ;) Czy moze byc piekniejsze rozpoczecie tego sobotniego poranka?

Pozniej jechalosie k, az do drobnego incydentu na 30km przdTrondheim. Otoz calkiem przypadkiem i niechcacy wpakowalam sie na droge ekspresowa… Tzn jak sie zorientowalam to juz bylo za pozno, nie bylo jak zawrocic, po prawej barierka, na srodku barierka, a przde mna tunel. No troche patowa sytuacja… cale szczescie byla zatoczka. Zatrymalam sie,przede mna saochod tez.Zeby mi powiedziec ze nie moge tu byc. No dzien dobry, chcialoby sie powiedziec kierowcy, ale on to mowil w dobryh intencjach. I za chwile podjechala do tej zatoczki policja. Tak przesympatycznych policjantow to chyba tylko tutaj moglam spotkac. Pan Policjantprzeprowadzil mnie nadruga strone, przeniosl mi rower przez jakis plot i wytluamczyc jak mam jechac zeby bylo bezpiecznie i bez uszczerbku dla ruchu (kierwocami powiedzial ze gdybym wjechalado tunelu wstrzymaliby caly ruch).  Byl mily, symaptyczny, pytal czy podoba mi sie wyprawa. No cudownosc.

Potem juz caly czas jedna sciezka rowerowa dotralam bezpiecznie do Trodheim, gdzie mam super nocleg ( dzieki M&M :)

Teraz juz czeka mnie tyko 1 gorkai ewentualnie pagorki, ale generalnie juz wyjechalam z trudnego terenu. Krajobrazy juz tezsie zmienily, bardzej tu ‚finsko’- lasy, jeziora. Jezdze przez wioski,wiec spotykam krowy i owce, z reniferami juz sie pozeganalam.

Ale jest super!

Mosjøen (NOR)

Jade, zyje, wszystko ok.

Dwa dni temu wybilo mi na liczniku 4000 przejechanych km. Wczoraj minelam kolo podbiegunowe, wiec sa szanse ze znow zobacze zachod slonca… ale to raczej nie w najblizszym czasie bo tu jak nie pada to jest pochmurno ;) Pochwalilam pogode to sie troszke zepsula.

Ostatnie noclegi tez sa ok, mam domki na wylacznosc :) A jeden to taki normalnie bajkowy – niczym chatka Baby Jagi albo saamskiego Szamana : cala wylozona galazkami, na srodku palenisko, na dachu mech … az nie moglam uwierzyc ze to dla mnie (az na cala jedna noc).

Ostatnio narzekalam na tunele? Oj, jaka ja glupia… dzis mialam objazd zamiast tunelu, jak nie jedzie sie przez gore, to trzeba gora, co nie? Dopiero jak juz bylam na szczycie zobaczylam znak, ze nachylenie bylo 9% przez 9 km… dlatego tak dlugo drylowalam pod gorke ;) Jakby umiescili takie ostrzezenie na dole, pewnie malo byloby odwazynych zeby wybrac te droge.

 

A spotkalam kilka Trolli. Tzn tylko ich wizerunkow. Jesli chodzi o trase to juz wiem na pewno ze ja zmieniam: daruje sobie Trollstigen (czyli Droge Trolli). Obecne trasy chyba wlasnie zlosliwe trolle budowaly: na polnocy, gdzie malo samochodow, droga szeroka i wygodna, tutaj wasko, kreto i bardzo duzy ruch. Dlatego od Trondheim przestaje jechac glowna trasa i bede wybierac mniejsze drogi.

No i tak to pomalu do przodu ;)

Dzieki za wszystki mile slowa :) Jak tak sobie poczytam o tym trzymaniu kciukow to az mam wiecej sil zeby pedalowac dalej :)